Każdy może napisać książkę

 

         W roku szkolnym 2007/2008 kl.VI realizowała projekt pt. "Każdy może napisać książkę". Projekt był realizwoany na kółku polonistycznym pod kierunkiem Barbary Haszczyn. Poniżej prezentujemy najciekawcze prace w formie i pisowni przedstawionej przez uczniów.

 

Józef Sikorski
Przygody Michała

Wydano 2007

ROZDZIAŁ I
Urodziłem się 12 lat temu. Nazywam się Michał Wesołek. Mieszkam w  Babicach, jest to mała wieś, znajdująca się w Niemczech. Pewnego pogodnego  dnia wstałem wcześnie rano, gdyż były moje piąte urodziny. Na moje urodziny ma przyjechać ciotka Kunegunda. Ciotka jest starą jędzą o starych zwyczajach. Jednak na moich urodzinach mieli być moi koledzy Gienek i Marek oraz wujek.  Wujek Ferdynand  jest „spoko”. Po południu przyjechała ciotka i wujek oraz przyjechali koledzy. Od ciotki dostałem okropny prezent, więc chciałem się zemścić. Razem z kolegami wsadziliśmy jej do zupy okropnego robala. Ciotka jedząc zupę zauważyła, że coś się rusza i zaczęła okropnie krzyczeć. Wszyscy zaczęli się śmiać z ciotki. Jednak później wydało się, że to my zrobiliśmy ten kawał.
Okazało się, że w poniedziałek pierwszy raz pójdę do szkoły. Z przejęcia nie mogłem spać przez całą noc. Do „zerówki” poszedłem razem z moimi kolegami. Okazało się, że nie jest tak źle. Pani okazała się bardzo miła. Poznałem nowych przyjaciół. W „zerówce” uczyłem się dobrze. Rok szkolny mijał szybko i przyjemnie. Nadszedł czas wakacji i pożegnania „zerówki”.

Rozdział II
 Wszyscy zgromadzili się na podwórku szkolnym. Wśród pierwszoklasistów największą uwagę na siebie zwrócił mały, drobny chłopak. Był ubrany w białą koszulę i czarne spodnie. Sprawiał wrażenie osoby bardzo zdenerwowanej. Z niecierpliwością dreptał i przestawiał nogi z miejsca na miejsce. Miał jasne włosy i duże, czarne oczy. Był to mały, zabawny Michał. Michał był blady jak ściana i trzęsły mu się nogi. Odczuwał chwile strachu i przerażenia. Wyostrzył wszystkie zmysły i podsłuchał rozmowę szóstoklasistów.
 - Opowiedz mi jakiś kawał.
 - Przychodzi Jaś ze szkoły i pyta go mama:
 „Jasiu jak było w szkole?”
 Jaś odpowiada:
 „Ciągle mnie wypytują, jak na komisariacie, a ja ciągle odpowiadam, że o niczym nie  mam pojęcia.”
 Michał nie mógł się powstrzymać i zaczął się okropnie śmiać. Stwierdził, że szkoła nie jest taka zła.

ROZDZIAŁ  III
 Był piękny, jesienny poranek. Michał wstał wcześnie rano, gdyż akurat dziś była wycieczka do Rezerwatu w Birczy
 Chłopiec nie mógł się doczekać. Jednak się nie wyspał i był  tak zdenerwowany, że aż obudził swoje rodzeństwo. Po spakowaniu bagaży, popędził szybko do szkoły  na autobus, bo był już spóźniony.
 Michał dowiedział się wielu ciekawostek związanych z rezerwatem. Wycieczka mijała spokojnie. Pod koniec wycieczki wszyscy byli zmęczeni. Nagle w krzakach zaczęło się coś ruszać. Z krzaków wyskoczyło stado dzików. Nasza wychowawczyni zaczęła krzyczeć:
  „Uciekajcie w stronę leśniczówki.”
Wszyscy uciekali,  ile sił w nogach. Po dotarciu do leśniczówki i ukryciu się w niej, dowiedzieliśmy się od leśniczego, że były to oswojone dziki i nic nam nie groziło. Wszyscy zaczęli się śmiać. Każdy był brudny.
 Wycieczka zakończyła się dobrze i zabawnie.
    
ROZDZIAŁ IV

 W sobotę 24 listopada była piękna, jesienna pogoda. Od świtu w naszej szkole wszyscy z niecierpliwością oczekiwali na przyjazd słynnego Noblisty  Franka Wilczka, który był pochodzenia polskiego. Miał do nas przyjechać ze Stanów Zjednoczonych.
 Wszystko zaczęło się o godzinie 15:00. Frank Wilczek przyjechał do nas ze swoją rodziną i dziennikarzami. Okazało się również, że przyjechał też do nas Kurator Oświaty z Rzeszowa.  Później odbył się koncert naszego szkolnego chóru „Pelicano”. Noblista był bardzo zadowolony i uśmiechał się od czasu do czasu. Wszystkim serce waliło jak młot z zdenerwowania, żeby nasza szkoła wypadła jak najlepiej. Następnie odbyło się rozwiązanie konkursów, Frank Wilczek rozdawał dyplomy i nagrody
 Cała uroczystość zakończyła się dobrze, wszyscy chwalili naszą szkołę i opisali całe wydarzenie w gazetach .
      

Rozdział V

 Mam już 13 lat i jestem w klasie szóstej.
  Nadchodzące dwa miesiące są szczególnie dla mnie ważne, ponieważ czeka mnie sprawdzian kończący szkołę podstawową. Jednak jak później się okazało, nie było się czym martwić, gdyż napisałem sprawdzian  najlepiej z całej klasy. To nie był koniec  moich zmartwień, gdyż musiałem iść do nowej szkoły. Bardzo się martwiłem z tego powodu. Jednak w  gimnazjum okazało się, że mam talent i bardzo dobrze gram w piłkę nożną. Z tego powodu otrzymałem stypendium sportowe. Postanowiłem, że w przyszłości zostanę piłkarzem.  
 Moim marzeniem jest, aby zagrać w reprezentacji Polski.


Okładkę projektował
Józef Sikorski
PRINTEND IN POLAND
Babice 2007
Nakład 1+1
Druk w SP Babice
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

 

 

MOJE NAJLEPSZE PRZYGODY

ŁUKASZ BANAŚ
rok wydania 2007                        
                                          
 
ROZDZIAŁ I

 Ja urodziłem się w 1686 roku 22 grudnia.
 Mama i tata ucieszyli się i od razu pomyśleli, że będę miał na imię  Mateusz Rodzynek. Gdy wreszcie przywieźli mnie bo domu, to mój o rok starszy brat powiedział do mnie: „Mateusz”. Potem gdy poszedłem do przedszkola, to poznałem mojego najlepszego kolegę, który  pomagał mi oraz wielu innych kolegów. Było ich trzech. Mój najlepszy kolega miał na imię Dawid Siuzdak, był mniejszy ode mnie, szczupły, miał wtedy mleczne zęby, oczy w kolorze niebieskim, bardziej odróżniał się włosami, bo miał najdłuższe. Drugi był najmniejszy, ale za to  zwinny. Miał na imię Paweł Bury. Trzeci był duży, powolny i szczupły. Na imię miał Buś Michał.
-Cześć Michał !- powiedział Paweł. 
-Bawimy się w puzzle ?- zapytał Michał.
- Dobra-  odpowiedział Paweł. 
- Jaki wzór ?- zapytał Michał
-Idzie Dawid! -zauważył Paweł
- Mogę z wami układać?- spytał się Dawid.
- No dobra - odpowiedział Paweł i Michał.
- Skończyliśmy!-  krzyknęliśmy do pani.
- No dobrze- powiedziała  pani- bo przyszli wasi rodzice.
I tak wyglądał mój ostatni dzień w przedszkolu.
Po wakacjach poszedłem do zerówki i tam poznałem nową panią, która miała na imię Maria oraz  kolegów: Tomka, Jasia,  Marka, Dawida.  Koleżanek było trzy: Ewelina,  Krystyna,  Jolanta.  Lubiliśmy się bawić klockami.                                                                                                                          
 W ostatnim dniu z początku uczyliśmy się, a potem bawiliśmy się klockami, aż przyszli rodzice. Na drugi dzień wszyscy przyszli ładnie ubrani po świadectwa. Potem wszyscy wyjechali na wymarzone wakacje.                                                                                                                                      
 

ROZDZIAŁ II
 Wszyscy zgromadzili się na podwórku szkolnym.  Wśród pierwszoklasistów był chłopiec ubrany na czarno – biało,  koszulę miał białą, spodnie czarne były na niego za długie i mama próbowała je podkasać, włosy miał długie i pomalowane na dwa kolory: żółty i rudy . Oczy miał piwne, nos zadarty w gorę. To był mój najlepszy kolega z klasy.                           
 Zauważyłem, że zaczęły trząść mu się ręce i poci się z powodu, że wszedł sam do dużej sali.
 Wyostrzyłem wszystkie zmysły, żeby posłuchać rozmowy szóstoklasistów.
-Pani mówi: „Jasiu, jutro będziesz pytany”.
-Dobrze.
Na drugi dzień pani pyta Jasia o stolicę Polski.
Jaś wyciąga ściągę i  mówi: „ Adidas”. 
Mateusz Rodzynek zaczął się śmiać i powiedział, że już mu się szkoła podoba i  będzie do niej chodził codziennie. 
 
ROZDZIAŁ III
 
Był piękny, piątkowy poranek. Pani powiedziała, że jedziemy na wycieczkę do Krzywczy. Więc wszyscy z ucieszonymi buziami poszliśmy do autobusu, ale autobus był daleko, więc musieliśmy biec. Potem, gdy dojechaliśmy, to poszliśmy do pani po kiełbaskę, patyki i drewno. Idziemy, a za nami biegnie pies. Wszyscy zaczęliśmy biec, a mi aż serce do gardła podskoczyło. Wreszcie przyszedł  pan, który zabrał tego psa do siebie. W końcu dotarliśmy na miejsce i zaczęliśmy ognisko. A tu nagle patrzymy, panowie ścinają drzewa. Gdy wszyscy się najedli, to poszliśmy na lody. Musieliśmy szybko iść , żeby zdążyć na autobus.
 To była moja najlepsza wycieczka z moją wychowawczynią i klasą  III.    


ROZDZIAŁ IV

 W sobotę , 24 listopada 2007r. w szkole panował chaos i szum, ponieważ miał przyjechał pan Frak Wilczek. Wszyscy już byli poustawiani na swoich miejscach, poczet sztandarowy stał przed salą gimnastyczną, straż przy nim  pełnili : Łukasz Banaś, Anita Rosiwal i Anna Urban. Wszyscy czekali na gościa, ale jego  ciągle  nie było. Aż wreszcie  przyszedł o godzinie szesnastej. Wtedy zaczęło się przedstawienie. Na widowni był Kurator Oświaty. Na tę okazję zostały przygotowane pieśni,   tańce ludowe, konkursy na temat pana Wilczka. Z tej okazji nazwano imieniem Franka Wilczka klasę nr 7  na pierwszym piętrze.
 

ROZDZIAŁ V

Jestem w klasie szóstej. Za niedługo będę pisał po klasie szóstej sprawdzian. Mam nadzieję, że napiszę go dobrze i dostanę się do dobrego gimnazjum. Tam postaram się dobrze uczyć, poznam nowych kolegów, nauczycieli  i może się dostanę po gimnazjum na dobre studia policyjne . Jakby mi się powiodły te marzenia, to bym się cieszył.


Okładkę projektował
Łukasz Banaś
PRINTED IN POLAND
Babice 2007
Nakład 1+1
Druk w SP Babice
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.